Za nami kolejna edycja mistrzostw Polski!

W 82. Mistrzostwach Polski mężczyzn triumfował Paweł Teclaf, który po dogrywce pokonał Jakuba Kosakowskiego. Obaj panowie zanotowali na swoim koncie 6 punktów w 9 partiach i na pewno są bardzo zadowoleni z tego wyniku. Tak jeden, jak i drugi, zanotowali najlepsze rezultaty w swojej karierze.

Trzeci na mecie zameldował się Radosław Wojtaszek, który dzięki bezpośredniej wygranej z Jackiem Tomczakiem okazał się najlepszym graczem z trójki arcymistrzów, którzy uzyskali 5,5 punktu. Tuż za sześciokrotnym mistrzem Polski finiszowali nasz Szymon Gumularz oraz wspomniany Tomczak.

W 77. Mistrzostwach Polski Kobiet zawody zdominowała Klaudia Kulon, która złoto zapewniła sobie na rundę przed końcem. Finalnie jej przewaga wyniosła tylko 0,5 punktu, bo ostatnią rundę przegrała, ale nie ulega wątpliwości, że był to znakomity występ tej zawodniczki. Druga na mecie, podobnie jak w roku ubiegłym, była Aleksandra Malcewska, a na trzecie miejsce, po udanym finiszu, wskoczyła faworytka zawodów, Alina Kaszlińska. Co ciekawe, tak Radek, jak i Alina, drugi rok z rzędu finiszują na tych samych pozycjach!

Jak w tym turniejach spisali się nasi zawodnicy? W kratkę.

Szymon Gumularz Fot. Jakub Pietraszewski

Zdecydowanie najlepiej poradził sobie Szymon Gumularz. Zawodnik, który pochodzi i na co dzień mieszka w Krakowie, zaczął turniej od bolesnej porażki białym kolorem z Kacprem Piorunem. Nie podłamał się jednak tą porażką i już następnego dnia, po bardzo dobrej partii, pokonał kapitana naszej drużyny, Mateusza Bartla. Ta wygrana odbudowała Szymona, który w dalszej części zawodów radził sobie znakomicie. Po remisie w trzeciej rundzie, Gumularz wygrał trzy kolejne pojedynki, w których pokazał się ze świetnej strony – grał pomysłowo, ambitnie i o całą pulę. W efekcie, na trzy rundy przed końcem, przewodził stawce.

Wtedy jednak, zdaje się, do głosu doszło kalkulowanie, bo w siódmej rundzie Szymon nie podjął walki w partii z Radosławem Wojtaszkiem. Remis wydawał się wynikiem niezłym, jeśli chodzi o układ w tabeli, ale najlepsi szachiści, zwłaszcza Ci z młodego pokolenia, nie kalkulują, tylko chcą wygrywać w każdym pojednku. Gumularz uznał jednak, że lepiej będzie walczyć o wygraną dzień później, w partii z Jakubem Kosakowskim, który dotychczas był „klientem” Szymona. Nasz zawodnik niemal zawsze go pokonywał, a nigdy nie przegrał.

Partia toczyła się po myśli Polonisty, wtem… Wtem Szymon popełnił błąd, który nie miał prawa się mu przytrafić. Posunięcie 28. g3-g4 (link do partii: https://lichess.org/broadcast/pge-polish-chess-championship-2025–open/round-8/WDlHlZ21/1Yprf2TD) zmieniło ocenę z niemal wygranej pozycji białych, na niemal wygraną pozycję czarnych. Zamiast ogromnych szans na złoty medal, Gumularz przegrał i został z niczym.

Oczywiście, można było jeszcze triumfować w rundzie numer 9, ale nasz zawodnik nie podjął tak ryzyka, jak i żadnych prób walki o wygraną z Pawłem Teclafem. Panowie grają ze sobą często i niemal wszystkie ich pojedynki kończą się szybkimi remisami. Nie inaczej było w na Wawelu, gdzie dość szybko powtórzono posunięcia. Było to zachowanie zupełnie irracjonalne, bo Szymon bez walki oddał nie tylko marzenia o mistrzostwie Polski, ale także medal.

Mimo to, wynik i grę Szymona należy ocenić pozytywnie. To zawodnik o wielkich mozliwościach i pokazał to po raz kolejny. Żeby jednak osiągnąć więcej, trzeba pokazywać nieco (znacznie?) więcej ambicji i woli walki. Bez tego niestety nie da się progresować w kierunku czołówki światowej.

Mateusz Bartel fot. Julia Michniak

Drugi z naszych arcymistrzów, Mateusz Bartel, zanotował fatalny występ. Był to 23. występ weterana polskich szachów w tej imprezie i po raz pierwszy nie zdołał on wygrać żadnej partii. Gra Mateusza była nasycona pomyłkami taktycznymi, które zdarzały się niemal w każdej partii. Do tego dochodził rzadki obrazek, kiedy nasz Kapitan miał problemy z czasem – był to, już od pierwszych pojedynków, wyraźny sygnał, że forma została w domu.

Wynik 3/9 przyniósł pozycję w dole tabeli i duże starty rankingowe. Na 1 czerwca ranking Mateusza spadnie do poziomu, na którym ostatnio był w 2006 roku, kiedy po raz pierwszy zostawał mistrzem Polski. Pytanie czy nasz zawodnik, który w styczniu skończył 40. lat, jeszcze się podniesie?

Wiktoria Śmietańska fot. Jakub Pietraszewski

W mistrzostwach Polski kobiet debiutowała Wiktoria Śmietańska. Dla naszej zawodniczki była to przede wszystkim okazja na zebranie cennego doświadczenia. Po trudnym starcie wydawało się, że będzie to droga przez mękę, ale Wiktoria nie zniechęciła się tym, że w 6 partiach ugrała zaledwie dwa remisy. Warto podkreślić, że w wielu partiach z bardziej doświadczonymi rywalkami, polonistka radziła sobie zupełnie przyzwoicie, jednak na końcu zawsze czegoś brakowało. Bolesna była zwłaszcza końcówka partii z Moniką Soćko, w której Śmietańska zaczynała od wygranej pozycji z pionem przewagi, a skończyła z zerem w tabeli.

Te trudne przygody w pierwszej części turnieju zamieniły się w całkiem udany finisz. W trzech ostatnich partiach Wiktoria uzyskał 2,5 punktu, pokonując Katarzyną Dwilewicz, Karinę Cyfkę oraz remisując z Aliną Kaszlińską. Dzięki temu turniej można ocenić za udany – z jednej strony wrocławska piętnastolatka zebrała bezcenne doświadczenie, z drugiej zyskała na rankingu. Zapewne mogło być lepiej, ale jest zupełnie dobrze!

Już niedługo ta trójka zawodników zasiądzie obok siebie, broniąc barw Polonii na Ekstralidze. Mamy nadzieję, że wszyscy, a zwłaszcza nasz Kapitan, przyjadą w najlepszej formie!

WYNIKI PAŃ
WYNIKI PANÓW

fot. PZSzach